A STATE OF TRANCE 450 | WeLoveTrance.pl
 


 
strona główna  



A STATE OF TRANCE 450

Każdego tygodnia, w czwartek pomiędzy 20:00 a 22:00 miliony klubowiczów na całym świecie robią to samo - słuchają audycji A State of Trance Armina van Buurena. Dwugodzinna podróż do świata najnowszych progresywnych i transowych produkcji pojawia się w eterze już od dziewięciu lat. Od kilku lat Armin celebruje jubileuszowe wydania specjalnymi klubowymi imprezami. Początkowo odbywały się tylko w Holandii, jednak od kilku lat goszczą również w innych krajach. W 2010 roku imprezy z cyklu A State of Trance wyszły po raz pierwszy poza Europę - do USA oraz Kanady. Długo oczekiwany ASOT zagościł także po raz pierwszy w Polsce. O wizycie Armina mówiło się już od sierpnia ubiegłego roku.



Ostateczne potwierdzenie lokalizacji imprezy otrzymaliśmy na początku stycznia. Okazało się, że polskie wydanie A State of Trance ma być największą na świecie edycją. W związku z tym line-up został przygotowany w taki sposób, aby każdy miłośnik muzyki trance znalazł coś odpowiedniego dla siebie we wrocławskiej Hali Stulecia. Zaproszeni zostali dje, których produkcje wielokrotnie pojawiały się w popularnej audycji. Wyróżniony został również przedstawiciel polskiej sceny klubowej - Nitrous Oxide, który już w ubiegłym roku otrzymał szansę zagrania na jubileuszowych obchodach ASOT. Finałową imprezę początkowo zaplanowano na 10. kwietnia, jednak w związku z żałobą narodową, udało się ją przenieść na 24. kwietnia. Co wydarzyło się tej nocy?



450 wydanie A State of Trance rozpoczęło się w Hali Stulecia punktualnie o 20:00. Najpierw zostaliśmy uraczeni specjalnym, okolicznościowym intrem, które z pewnością u niejednego klubowicza wywołało ciarki. Następnie za konsoletą pojawił się najmłodszy uczestnik imprezy - Mat Zo. Mając świadomość, że Armin jest twórcą remiksu do "Not Going Home" Faithless, Mat rozpoczął seta od remiksu Erica Prydza do tego samego numeru. W secie nie zabrakło mashupa, klasyka w nowej wersji oraz produkcji i remiksów samego Mata Zo. Dało się zauważyć, że w przeciwieństwie do większości typowych polskich eventów, tym razem większość kluboiwczów chciała uczestniczyć w tym wydarzeniu od samego początku. Na ogromnym ekranie, znajdującym się nad konsoletą, pojawił się Armin van Buuren, który jako gospodarz wieczoru przywitał się ze wszystkimi obecnymi na parkiecie i trybunach, co wywołało oczywiście bardzo żywiołową reakcję.



Po spokojnym, warm-upowym secie, przyszedł czas na całkowitą zmianę klimatu. Fani upliftingów mieli teraz prawdziwą ucztę dla uszu, a z intra można było dowiedzieć się, że kolejnym djem, który zatrzęsie parkietem, będzie pochodzący z Niemiec Jorn van Deynhoven. Jeśli ktoś przez ostatni rok odciął się kompletnie od informacji ze świata klubowego, mógł nie kojarzyć tego pana, gdyż rozpoznawalny na arenie międzynarodowej zaczął być mniej więcej w połowie ubiegłego roku. Jorn już kilkanaście dni przed występem we Wrocławiu, umieścił na profilu myspace grafikę z napisem "WrocLOVE". Nie zabrakło jej również na jego koszulce podczas występu. Zgromadzeni w hali ujrzeli możliwości laserowe ogromnej sceny, postawionej tym razem dokładnie na wprost wejścia glównego. W secie pojawiły się remiksy Jorna, świetny remix Bjorna Akessona do numeru "Alligator Fuckhouse" W&W & Jonasa Stenberga oraz dwa polskie akcenty. Pierwszy z nich wystartował już na samym początku 60-minutowego seta - był to remix Hydro Aquatica do numeru "Bliss" duetu 3rd Moon. Drugi to odświeżony specjalnie na ASOT 450 mashup od Next DJa do mega hitu ostatniego roku, którego nie mogło zabraknąć w secie Jorna i który wywołał wielką euforię - RAM vs Naama Hilman - "Between RAMsterdam". Armin stwierdził, że wnętrze hali wypełnione jest już po brzegi roztańczonymi ludźmi i trzeba przyznać, że miał rację. Z minuty na minutę na parkiecie i trybunach robiło się coraz ciaśniej.



Trzecim artystą, który pojawił się na scenie rozświetlonej sporą liczbą ruchomych głowic, laserów i ekranów diodowych, był Tab czyli połowa duetu Super8 & Tab. Muzycznie na pewno uspokoił nieco atmosferę na parkiecie po energicznym secie Deynhovena, jednak na brak świetnych produkcji nie można bylo narzekać. Podobnie jak u poprzedników, jak i następców, również w secie Taba pojawił się mashup. "Helsinki Scorchin" zostało połączone z "Elektrą" i "Who's Watching". W trackliście jego seta były obecne również remiksy wielkich hitów: "Nothing But You" oraz "Made of Love". Tłumy roztańczonych klubowiczów szalały zarówno na ogólnodostępnej części parkietu, jak również w specjalnej wydzielonej strefie, znajdującej się na wprost konsolety. Dostęp do tej strefy mieli jedynie ci uczestnicy imprezy, którzy na parkiecie tego wieczoru pojawili się jako pierwsi. Ponowne pojawienie się na ekranie studia i nadającego z niego na cały świat Armina van Buurena po raz kolejny zostało przyjęte z ogromnym entuzjazmem. Armin starał się nie przeszkadzać za bardzo w setach, dlatego jego "wejścia" ze studia trwały maksymalnie kilkadziesiąt sekund przy każdym artyście.



Teoretycznie mówi się, że prime-time czyli najlepszy czas przypada na północ i wtedy zwykle za konsoletą pojawia się gwiazda wieczoru. Tym razem jednak zdecydowanie można powiedzieć, że prime-time rozpoczął się o 23:00. Z Wielkiej Brytanii przybył do nas niezwykle utalentowany Andy Moor i nie pozostawił żadnych wątpliwości - po imprezie to jego set najczęściej był wymieniany przez uczestników imprezy, jako najlepszy. Występ był pod każdym względem rewelacyjny. Jedyne co zawiodlo, to nagłośnienie. Niestety jest to największy minus tego eventu i trudno go przemilczeć. O ile większość narzekań ludzi po imprezach zwykle jest czepianiem się mało znaczących szczegółów, to nagłośnienie jest w sumie najważniejszą sprawą. Problemy z niskimi tonami odczuło kilku djów w kulminacyjnych momentach granych przez nich utworów. Wróćmy jednak do tego, co wyczyniał na scenie Andy Moor. Rozpoczął bardzo potężnie od mashupa "Good Dream" TyDiego z uwielbianym wokalem z "Faces". Jakby tego było mało, po chwili pojawił się kolejny mashup - tym razem tegoroczny hymn enTrance w połączeniu z fragmentem pięknego "Right Back" Yuri Kane'a. Trudno wymienić choćby jeden utwór, który nie zrobił wrażenia na tłumnie zgromadzonej publiczności. W dalszej części pojawił się jeszcze mashup Garetha Emery'ego, jego najnowsza produkcja "Global", a także świeże dzieło Moora z wokalem Carrie Skipper - "She Moves". Podsumowując, ktoś dosyć niefortunnie ustawił godzinę grania Moora jako bezpośredni support przed Arminem van Buurenem. Wystarczy prześledzieć dotychczasowe występy Armina w Polsce i nazwiska djów, którzy poprzedzali jego występy. Tym razem Andy przebil zawartością swojego seta samego gospodarza imprezy, choć jak wiadomo - ile ludzi, tyle opinii.



Równo o północy, tuż po intrze, z głośników popłynęły pierwsze dźwięki najnowszej produkcji Armina van Buurena pod aliasem Gaia - "Aisha". Była to magiczna chwila, wyjątkowy moment. Żadne słowa czy transmisja radiowa nie jest w stanie oddać w pełni tego, co działo się o północy w Hali Stulecia. Po wielkiej muzycznej eksplozji okazało się, że pierwsza część występu będzie lżejsza, a druga bardziej energiczna. Zgodnie z przewidywaniami, pojawił się "Not Going Home" w remiksie Armina. Po raz kolejny usłyszeć można było świetny "Alligator Fuckhouse". Pojawił się także drugi hit projektu Gaia - "Tuvan", który został wybrany utworem roku 2009 przez słuchaczy audycji A State of Trance. Powody do radości mógł mieć Alex M.O.R.P.H, który aż trzykrotnie znalazł się w trackliście dwugodzinnego występu najpopularniejszego dja na świecie. Polski akcent tego seta to "True Romance" Arctic Moona, który właśnie został wydany w labelu Future Sound of Egypt, należącym do rodziny Armada Music.



Współorganizator imprezy - agencja MSM Events informowała w jednej z audycji przed imprezą, że zapowiadany jest deszcz. Faktycznie tak się stało - w czasie mashupa "F.A.V. Rain" na parkiet i trybuny spadł deszcz... confetti. Najbardziej wzruszającym momentem jego seta był prawdopodobnie breakdown przepięknego "Walk The Edge" Alexa M.O.R.P.H.a, gdy wszystkie ręce uniosły się do góry, okrzykom radości nie było końca, a Armin ułożył dłonie w kształt serca. Zakończenie seta jednym spodobało się bardzo, innym średnio, a jeszcze innym kompletnie nie przypadło do gustu. Mowa tutaj o kolejnym mashupie, tym razem Cirez D "On Off" połączony z hitem... wielu rozgłośni radiowych: "In & Out of Love" Armina i Sharon den Adel. Jedno jest pewne - podczas gry Armina parkiet hali zapełnił się w 110 procentach. Równie ciężko było wydostać się na korytarz tym, którym niekoniecznie przypadł do gustu ten set. Choć muzycznie i technicznie gwiazda wieczoru nie zabłysnęła do końca tak, jak powinna, to jednak nie można odmówić Arminowi rewelacyjnego kontaktu z klubowiczami.



Kolejny pod względem popularności na świecie - Markus Schulz również nie wypadł tak rewelacyjnie, jak podczas wcześniejszych występów w Polsce. Zagrał poprawnie, ale - jak to mówią - "bez szaleństwa". Oprócz najnowszego singla "Dark Heart Waiting", Markus zagrał także dwie produkcje, w których udział zamieszani są bracia Dziewulscy, znani bardziej jako Skytech. W secie pojawiły się także produkcje Antona Firticha, Jochena Millera oraz Rank1. Wielu fanów Schulza i jego audycji Global DJ Broadcast czekało na pewien niewydany jeszcze, a uwielbiany remix od Phynna. Rex Mundi "Opera of Northern Ocean", bo o nim mowa, znalazł się w odtwarzaczu na konsolecie w drugiej połowie seta, co wywołało spory aplauz i duże poruszenie na parkiecie, choć z pewnością o tej godzinie duża część klubowiczów była już trochę zmęczona imprezowaniem. Warto dodać, że kolorowy laser oraz kilka zielonych, w połączeniu z muzyką i światłami, tworzyły piękny efekt - szczególnie widoczny był on z poziomu trybun naprzeciw sceny. Przy okazji słów kilka o kolejkach - pomimo zapełnienia hali prawie dziesięcioma tysiącami ludzi, kolejki po napoje i do kas z żetonami nie były "kilometrowe". Ogromna szatnia stanęła przed głównym wejściem do hali. Nie był to jednak jedyny namiot - do tego drugiego udawali się miłośnicy złotego trunku, narzekający jednak na procedury związane z wejściem i wyjściem z niego. Pomimo narzekań, zainteresowanie tym namiotem było jak zwykle spore.



Sied van Riel to kolejny artysta z line-upu ASOT 450, który wystąpił we Wrocławiu 24. kwietnia. Ostatnimi występami w Polsce udowodnił, że jest w djskiej czołówce. Kwietniowy występ jeszcze bardziej utwierdził polskich klubowiczów, że Sied zna się bardzo dobrze na tym co robi. Jeśli przeanalizować tracklisty, okazuje się że Sied najrzadziej ze wszystkich djów sięgał po swoje produkcje i remiksy. Wybrał za to najciekawsze propozycje pozostałych światowych producentów, które wgniatały tańczących klubowiczów w parkiet. Rok temu umieścił na youtube filmik reklamujący 400. wydanie ASOT - wyjaśnił na nim że ten skrót, to tak naprawdę A Sied of Trance i to jest jego audycja. Teraz można było odczuć, że ten wieczór należy właśnie do niego. Rzadko kto wypowiadał się negatywnie o secie tego sympatycznego Holendra. Przeważały opinie, że on i Andy Moor zagrali dwa najlepsze sety we Wrocławiu. Między 03:00 a 04:00 fani muzyki trance bawili się do utworów następujących producentów: Sander van Doorn, Aly & Fila, Bart Claessen, Ummet Ozcan, Anton Firtich, Mike Foyle. Jakby tego było mało, na zakończenie seta Sied sięgnął po klasyka, wobec którego chyba nikt nie pozostaje obojętny. Od zawsze "Beautiful Things" budziło niemałe emocje. Unplugged mix Gabriela & Dresdena wywołał chyba ostatnią tak wielką euforię tego wieczoru. Niestety nie wystarczyło czasu na pełną wersję perełki Andain, a w kolejce czekał przedostatni pogromca konsolety, twórca hymnu ASOT 450 - Sebastian Brandt.



W line-upie imprezy, ogłoszonym na początku stycznia, znajdował się duet Cosmic Gate. Niestety Nic i Bossi po zmianie terminu nie mogli dotrzeć do Wrocławia i ich miejsce zajął reprezentant Skandynawii. Sebastian Brandt rozpoczął seta od intra z motywem przewodnim A State of Trance 450, a do pełnej wersji hymnu powrócił kilkanaście minut później. W secie znalazły się również stare i nowe remiksy Brandta, coś od Giuseppe Ottavianiego oraz Simona Pattersona. Po raz kolejny został doceniony Arctic Moon i jego remix do numeru Dimension "Queensland". W dalszym ciągu parkiet był w dużym stopniu zapełniony, choć Sebastian Brandt zaczynał seta o czwartej w nocy (nad ranem). Wydarzenie, na które czekała dziesięciotysięczna ekipa klubowiczów z całego świata, zaczęło dobiegać końca. Do kompletu brakowało jeszcze tylko występu polskiej gwiazdy.



Nitrous Oxide nie będzie raczej miło wspominał startu seta. Sprzęt odmówił posłuszeństwa i Krzysiek musiał szybko uruchomić płytę w drugim odtwarzaczu. Potem było już tylko lepiej - pojawiły się numery z debiutanckiego albumu tego uzdolnionego producenta z Poznania. Kolejny raz pojawił się remix Arctic Moona. Nitrous zafundował wszystkim wytrzymałym dawkę mocnego uderzenia połowy duetu Heatbeat - Augustina Servente "Esturion" w remiksie Jonasa Hornblada. Po raz ostatni pojawił się na ekranie Armin van Buuren i podziękował wszystkim zgromadzonym za przybycie do Hali Stulecia. 450. wydanie przeszło do historii, a kolejny jubileusz i świętowanie dziesięciolecia audycji "już" 17 marca 2011 roku ;)



Tekst: Maciej Grzelak
Foto: Bartosz Wasilewski
Video: Dance Foundation

 

 

    96 k | 192 k 96 k | 192 k 96 k | 192 k

MDT Agency
MSM Events
High Contrast Recordings
Promaidmusic Agency
Ekwador
DJ Pro ClubLife Limmil
Fotoplay

Kontakt z serwisem Copyright © 2008 - 2011 WeLoveTrance  
statystyka