Impreza rozpoczęła się tuż po godzinie
19:00.
12-godzinny transowy maraton rozpoczęła młoda ekipa z wielkopolski -
Second Mind. Rozgrzewka przed zagranicznymi gwiazdami wypadła bardzo dobrze - w secie
Second Mind znalazła się między innymi ich najnowsza produkcja oraz mashup. Seta zakończyli fenomenalnym remixem hitu Stinga -
Desert Rose.
Po chwili duet został zmieniony przez kolejny duet, tym razem gości z Niemiec. Twórcy tegorocznego hymnu
RMI Trance Xplosion zagrali kilka swoich produkcji i remixów, wśród nich hymn
Endorphine oraz
Volcano, More Than Anything. Seta kończył znakomity
Super Nature - według mnie najpiękniejsza produkcja
Stoneface & Terminal.
Przed godziną 22, kiedy parkiet zapełniał się coraz bardziej, po lewej stronie od głównej konsolety pojawił się włoski akcent imprezy o nazwisku
Giuseppe Ottaviani. Włoch jak zwykle wykonał
live-act na dwóch laptopach, instrumentach klawiszowych oraz efektorze. Klubowicze żywiołowo
reagowali na kolejne znane produkcje Giuseppe -
Through Your Eyes oraz
Linking People.
Po godzinie spędzonej z
Ottavianim, przyszedł czas na uwielbianego ostatnio w Polsce
Menno de Jonga. Myślę, że ten kto pojawił się w
poznańskiej Arenie specjalnie na występ tego młodego Holendra, nie zawiódł się. Rewelacyjny kontakt z ludźmi + piękne rytmy i efekty świetlne zrobiły swoje. W mojej ocenie był to jeden z dwóch najlepszych występów tego wieczoru. Nie zabrakło
Evergreen, którego breakdown powoduje ciarki u nie jednego klubowicza, wokalnie uraczył nas między innymi ślicznym głosem Andrei Britton w produkcji 4 Strings -
Catch A Fall.
Kolejnym perfekcyjnym strzałem w dziesiątkę było zagranie najnowszej produkcji Leona Boliera -
Ocean Driver Boulevard (który tego dnia
również gościł w Wielkopolsce). Jednak lepszego zakończenia seta nie można było sobie wyobrazić - Menno sięgnął do klasyki.
Castamara Jonasa Steura to chyba najlepsze co dj mógł dać klubowiczom na zakończenie seta. Ponadto po odpaleniu tej produkcji, Menno zszedł z konsolety do barierek, gdzie czekały na niego już prawdziwe tłumy.
O północy usłyszeliśmy kolejny hit - tym razem
Arisen Arksuna o dziwo w wykonaniu
Eddiego Halliwella, który raczej preferuje mocniejsze uderzenia. Okazało się jednak, że była to tylko cisza przed burzą, która łącznie trwała dwie godziny. Przez ten czas wydarzyło się bardzo dużo. Na głowy klubowiczów posypało się confetti w bardzo dużej ilości, tuż przed konsoletą iskrzyły się fajerwerki, Eddie co chwilę korzystał z efektora, pojawiły się również płyty
winylowe. Niesamowitą technikę Brytyjczyka można było podziwiać na sześciu ekranach znajdujących się tuż za konsoletą, kilku znajdującym się pod nią i obok niej oraz mniejszych ekranach zainstalowanych po bokach parkietu.
Praktycznie każdy jeden utwór wywoływał wielką euforię na parkiecie. Z głośników wydobywały się dźwięki
Riffa, I Love Trance, Bulldozera okraszone technicznymi dodatkami. W całym tym szaleństwie
Eddiemu zdarzyło się wypiąć kabel, który pozbawił na moment dźwięku mainstage.
Kolorowe lasery w sporej ilości tańczyły w rytm muzyki, ogarniając cały parkiet zarówno od przodu, jak również z tylnej części trybun.
Halliwell również postawił na bliższy kontakt z publicznością i podszedł do barierek rozdawać autografy i fotografować się z fanami.
O drugiej w nocy czyli praktycznie w drugiej części imprezy stery przejęła ekipa z
Rank 1. Najpierw seta zagrał
Piet Bervoets - równie doskonałego, jak dwa lata wcześniej w tym samym miejscu na trzeciej
edycji
RTX. Pojawiło się kilka bardziej oraz mniej znanych utworów, wśród nich energetyczny
Boomblasta. Do seta wkradło się również
Fly Away, Dirty Rocker i najnowsza współprodukcja
And Then stworzona razem z Jochenem Millerem. Pod koniec występu pojawił się również
Benno de Goeij i wspólnie wykonali po raz pierwszy w Polsce
live-act bardzo gorąco przyjęty przez klubowiczów.
Such Is Life, Airwave obudziły zapewne u wielu osób wspomnienia z dawnych lat. Warto również dodać że przez całą imprezę tuż za djami umiejscowiona była wielka konstrukcja w kształcie litery "X" ze światłami oraz stroboskopami dającymi świetny efekt wizualny.
Ogromna ilość głowic świetlnych umieszczona również była tak jak podczas poprzednich edycji imprezy, po bokach parkietu
rozświetlając każde miejsce. Tymczasem przedostatni zagraniczny set zaprezentował reprezentant Irlandii -
John O'Callaghan. Najbardziej oczekiwanym utworem przez ludzi było chyba
Big Sky, które pojawiło się w pięknej wersji z długim spokojnym intrem. W jego secie znaleźć również można było tegoroczny hymn Trance Energy -
Thrill, Beauty Hides In The Deep w remisie Johna oraz jeden z popularniejszych utworów ostatnich kilkunastu miesięcy -
Exactly.
Richard Durand był ostatnią zagraniczną gwiazdą imprezy, dla której bardzo duża ilość klubowiczów postanowiła zostać, co rzadko się zdarza w czasie występów djów około godziny piątej nad ranem. Zanim przejdę do szczegółów seta, muszę stwierdzić że tak jak nie spodziewałem się prawdę mówiąc niczego nadzwyczajnego, tak po imprezie
zdecydowanie set okazał się jednym z dwóch najlepszych. Nie jest to tylko moje zdanie, gdyż po powrocie z imprezy przez następne 24 godziny opisy moich znajomych w komunikatorze internetowym wskazywały jednoznacznie - Richard nas "zniszczył". Ten sympatyczny dj z uśmiechem na twarzy coraz bardziej "katował" uczestników imprezy mocnymi uderzeniami, często bardzo powykręcanymi. Jeśli chodzi o przygotowanie do seta bez wahania można dać
Durandowi najwyższą notę.
Przygotował sporo własnych mashupów, na żywo wplatał w utwory sample z vocalami, bawił się suwakami na mikserze - generalnie poranne szaleństwo. Ze znanych vocali usłyszeć można było między innymi Madonnę i jej
Music na początku seta oraz zaprezentowany już w ubiegłym roku w Arenie
Intergalactic Beastie Boys. Pojawiły się
remixy
Duranda do utworów
Falling oraz
Lethal Industry.
Richard połączył znakomicie w jedną całość również swój remix Way Out West -
The Fall z kolejnym swoim remiksem kultowego
Smack My Bitch Up The Prodigy. Słowa nie są w stanie opisać tego, co się działo w czasie jego seta na parkiecie oraz za konsoletą.
Na koniec seta nie zabrakło również sztandarowego
Chasing Cars uwielbianego przez większą część ludzi.
Durand podobnie jak większość djów, spotkał się po występie z fanami. W międzyczasie ostatniego seta rozpoczął duet, a właściwie trio
Turbo vs Ando + DJ Taek. Podczas gdy panowie miksowali utwory, trzecia część duetu zajęła się efektami technicznymi. W secie pojawił się między innymi najlepszy remix utworu
Lifter Alexa Kunnari, który przed północą zagrał również
Menno de
Jong. Jednak takiej końcówki seta, jaka miała miejsce, nikt się chyba nie spodziewał. Kto dotrwał do siódmej rano, ten miał okazję usłyszeć prawdopodobnie najstarszego klasyka na
RMI Trance Xplosion: Zombie Nation -
Kernkraft 400. Tym niespotykanym zakończeniem piąta, jubileuszowa edycja
RTX przeszła do historii.