TRANCE ENERGY 2008 | WeLoveTrance.pl
 


 
strona główna  



TRANCE ENERGY 2008

Muzyczne dobre 8 lat wstecz światowej muzyki możnaby zaliczyć jadąc na tą największą a według wielu najpopularniejszą z imprez tej przepięknej muzyki jaką jest Trance. Najpiękniejsze brzmienia, najpiękniejsze vocale, przyprawiające o wspomnienia klasyki i płynąca z nich energia, energia Trance Energy. 15 jubileuszowa edycja przeszła do historii ukazując wszystko, co w tej muzyce najpiękniejsze.



Przeglądając historię pierwszej edycji TE, nikogo nie dziwi fakt występu na głównej scenie Marco V oraz Tiesto. Grali oni przecież właśnie swego czasu w Eindhoven. Dziwi natomiast fakt braku Johana Gielena - rezydenta Trance Energy. Niektórzy liczyli na niespodziankę, biorąc pod uwagę fakt ponad 2 godzinnego występu Tiesto na Mainstage. Niestety niespodzianki nie było, ale zostało to przybyłym wynagrodzone ponad dwiema godzinami wg mnie jednego z najlepszych setów, jaki kiedykolwiek słyszałem i to nie dlatego ze grał właśnie Tiesto, ale ze względu na muzykę jaka nam przedstawił. Ale od początku.



Już na samym starcie organizatorzy zadbali o niespodziankę, otwierając bramy kilka minut po 21 (czyli w czasie, gdy planowo na High Contrast i Club Stage zaczynali grać Sied Van Riel i Chris Rox), wpuszczając tym samym tysiące spragnionych muzyki ludzi do kompleksu hal Jaarbeurs. Pierwsze tłumy zbierały się już po godzinie 20 z nadzieją, że bramy zostaną otwarte wcześniej. Nadaremno - zostało to skwitowane przeraźliwym gwizdem tysięcy ludzi koczujących przed głównym wejściem. Na szczęście szybko i sprawnie poszło wpuszczanie kilku tysięcy ludzi, a co za tym idzie - już po 10 -15 minutach byliśmy na pierwszej ze scen High Contrast, gdy parkiet był jeszcze praktycznie pusty. Zmieniło się to w kilka minut, a to za sprawą grającego jako pierwszy Sieda Van Riela, który przywitał nas na samym wejściu najpiękniej jak tylko mógł - utworem Allure "Somewhere Inside" w remiksie Andy Duguid'a.



Vocal Julie Thompson spodobał się nie tylko mi, ale też sporej liczbie Polaków, których już wtedy zdawało się być najwięcej pod samą sceną, ochoczo skaczących przy tej pięknej, ale i energicznej nutce. Nie minęło parę chwil - już w głośnikach First State - Your Own Way - bardziej energetycznej, ale nadal z pięknym vocalem, tym razem męskim. Najlepszy początek jaki mogłem sobie wymarzyć. Po prostu znakomite utwory z charakterystycznym klimatem przyprawiły mnie o kolejne ciarki na plecach. Już wtedy wiedziałem, że będzie to cudowna noc. Pojawił się również remix "Riff" Sandera van Doorna. Z minuty na minutę coraz szybciej. Kilka minut po 22 opuściliśmy "Hard Stage", a to na rzecz pierwszego seta na głównej scenie - Kyau&Albert .



Zapełniony już prawie do połowy parkiet przywitali m.in. Tiny Dancerem w wersji Deadmau5, a także Cressida - 6 am w remiksie grających właśnie na głównej scenie Niemców, którzy euforycznie skakali i bawili się wraz z przybyłą już publicznością. Widać, że granie na tej imprezie było dla nich wielka przyjemnością i radością, czego potwierdzeniem jest film ze wspomnieniami z Trance Energy, który można obejrzeć na ich stronie.



Dużo upliftingowych i pięknych utworów idealnie na początek wpasowały się w gusta klubowiczów. Po "6 am" niespodziewana zmiana klimatów praktycznie na jednym utworze z charakterystycznym vocalem, który jednak do dzisiaj zostaje nutką ID w ich trackliście. Zaraz za nim po raz pierwszy na mainstage Funkagenda What The Fuck, oraz "Swedish Beatballs" Marcus Schossow'a. Kocówka seta już bardziej upliftingowa wraz z klasykiem Walk Down Kyau and Albert i remiksem utworu U2 "Beautiful Day"



Koniec seta a po nim intro, które postawiło wszystkich na nogi wybuchem petard, przez które o mało co wszyscy nie popadaliśmy na parkiet. Kolejnym djem za sterami był Ferry Corsten. Po prostu genialny i najpiękniejszy początek jaki można sobie wyobrazić. Fani cudownych brzmień mogą sobie tylko wyobrazić jakie emocje towarzyszyły wszystkim podczas jego mixu. Początek seta to nowy utwór Ferrego "Into the dark" oraz vocalowego "Don't Look Behind Sou" Seth Hutton w remiksie Mike Shivers'a.



Coraz częściej okraszany jasnym świtałem parkiet (wprost z 6 wielkich platform porozstawianych przy filarach tej ogromnej hali) w breakdown'owych momentach przyprawiał przynajmniej mnie o dreszcze, a większość ludzi z zamkniętymi oczami delektowała się brzmieniami jakie prezentował nam Ferry Corsten zwłaszcza przy "Ode to 99" Dj'a Georgia . Jakby tego było mało, kilka utworów później przyszedł czas na "Firestarter" jak wielu nazwało pokaz ogni i palące się logo Ferrego, a także ognie otaczające konsoletę w czasie płynącego z głośników w tym czasie klasyka System F - Out Of Blue - poprostu poezja!



Ciężko było się oderwać od sceny, gdy za konsoletą zasiadł gość pierwszej edycji TE z 99 roku - Marco V. 100 % zmiany klimatów i coraz bardziej nakręcający publikę Mc Mighty Mike. Wprawili publiczność w euforię, która coraz liczniej napływała na dancefloor głównej sceny.



Genialne intro przypominające wybrane hymny imprezy przywitało weterana Trance Energy. Był to dostateczny dowód na to, jak organizatorzy 15 edycji nawiązali do minionych lat i historii tej imprezy oraz muzyki trance na świecie. Trudno się dziwić skoro to jubileuszowa edycja. Należało by tutaj też dodać, że dopiero o godzinie 00.30 po raz pierwszy wraz z początkiem seta Marco V, pojawiły się 3 ruchome, podwieszane do sufitu lasery o ogromnej mocy, podkręcając w ten sposób atmosferę. Na wstępie, w jego stylu, na obudzenie "wyginający podeszwy" Submerge Richard'a Durand'a. Pierwszy i nie ostatni track tego wykonawcy, podczas tego setu. Spragniona energetycznych brzmień widownia po prostu oszalała ze szczęścia, co z reszta było widać po reakcjach klubowiczów, na tą dawkę mocnych brzmień i wyrywającym płuca nagłośnieniu. Niedługo później usłyszeliśmy po raz drugi znany już z pierwszego setu K&A "What the fuck" Funkagendy, pojawiający się tego wieczoru 3 razy na mainstage (po raz ostatani na scenie głównej zagrał go Sander van Doorn), produkcja Tocadisco Morubi, a także klasyki, których tej nocy nie zabrakło na żadnej z hal, a mianowicie False Light i Feels Like Home. Zdecydowanie jeden z lepszych setów tej edycji.



O 2.00 przyszedł czas na najdłuższy set imprezy dja Tiesto. Wbijające w ziemię ciekawe intro z brzmieniami klasyki, rocka, a na dobicie hardcorowej wstawki, podczas której wystrzelone zostały latające nam nad głowami race, znane dobrze z pierwszej polskiej edycji Sensation White we Wrocławiu.



To, co usłyszeliśmy podczas tego seta, a wręcz odczuliśmy (za sprawą jeszcze mocniej i głośniej płynących z głośników basów) można by nazwać mieszaniną wszystkiego, co najlepsze. Niesamowitych instrumentalnych utworów można by wyliczać bez końca - po prostu trance w czystej najlepszej postaci. Tijs pokazał, jak wielką siłę mają zapomniane utwory sprzed kilku lat, m.in. Rank 1 "Airwave" oraz odświeżona wersja Nyana. Nieśmiertelny utwór Push - Universal Nation, którym zaczął Tiesto, był wg mnie jednym z najpiękniejszych klasyków podczas tej nocy i chyba nie tylko dla mnie, bo wypełniona po brzegi hala widocznie się ożywiła na dźwięk tych mających w sobie ogromną moc brzmień, które w połączeniu z udzielającym się klimatem i wizualizacjami dawały wspaniały efekt. Wręcz oślepiające żółtawe stroboskopy, kilkanaście tysięcy ludzi przyprawiały o wrażenia, które nie sposób opisać. Zwłaszcza przy brzmieniach takich jak Signalrunners Recoil w remixie Mat Zo lub First State "Sierra Nevada". Z minuty na minutę set nabierał rumieńców, zwłaszcza przy kolejnym tej nocy utworze Richarda Durand'a zremiksowanym "Brazen" Skunk Anansie. Powalający remix był jednym z (wielu) utworów, który wywarł na mnie wręcz euforyczne uczucie muzycznego podniecenia. Nie zabrakło też jego popularnych utworów jak "He's a pirate" tudzież "Elements of life". Kocówka seta to już inna bajka niż początek seta, a mianowicie po raz kolejny Richard Durand i "Ledged Up" (zdaje się, że produkcje popularnego "Ryśka" były najbardziej docenione przez wszystkich DJ'i grających na 4 scenach kompleksu hal Jaarbeurs w Utrechcie) oraz znane dobrze Platinum Nenesa i Advanced Woodsa.



O ogromnej popularności tego dj'a może świadczyć fakt, iż w pewnym momencie zamknięto wejście i nie wpuszczano ludzi na parkiet, aby zapobiec przepełnieniu i ścisku, który koło 3.00 dawał się już we znaki wszystkim poza dj'em, który zabronił fotoreporterom przebywania koło niego podczas seta. Wielu też denerwował fakt, iż Tijs po secie nie pokwapił się, aby podejść do swoich fanów (co innego Sander van Doorn -uśmiechnięty witał się z klubowiczami jak "ze swoimi") tylko wraz z ochroniarzami szybko uciekł na backstage, przez co został (nie wiem, czy słusznie czy nie) nazwany gwiazdeczką. Zabronił on również radiowej transmisji seta. Na szczęście swoją opinię opieram na podstawie muzyki jaką prezentował, a nie na podstawie zachowania samego artysty lub niektórych wręcz absurdalnych pogłosek takich że Tiesto po prostu się już "wypalił" albo że to już "jego koniec". Nie wypada nie wspomnieć o masowo wychodzących z mainstage ludzi w czasie, gdy chwilę po Tijsie zaczynał grać Sander Van Doorn. Wyglądało to, jakby był juz koniec imprezy i ludzie udawali się do wyjścia. Tymczasem żeby wejść na główną scenę, w obawie przed staranowaniem trzeba było czekać dobre kilkanaście minut.



Końcówkę seta poświęciłem na mały spacer miedzy scenami Hardstage i Futurestage. Przemierzając korytarze (bardzo długie, w których można się pogubić) zdało się zauważyć dużo przestrzeni, ławek i ogromnej ilości usług cateringowych, który opiewał nawet na stoisko z warzywami, na którym można się było raczyć owocami i warzywami oraz świeżo wyciśniętym sokiem.



Wśród odwiedzających High Contrast lub jak kto woli Hardstage, zdecydowanie dominowała opinia o świetnie grającym tam Jochenie Millerze i uznanym przez obecnych tam setem wieczoru. Za "pięknego seta" pochwalony został również Marcel Woods, a to za sprawą przeważających, sprawdzonych klasyków i odświeżonej wersji Beautiful Mind (Beautiful Remix), Lemon Tree lub mashupów jak np. The Perspective Space Markusa Schulza.



Scena High Contrast wg licznych opinii przyciągała klubowiczów nie tylko muzyką i line-upem, ale też potężnym nagłośnieniem. Ci, którzy byli w zeszłym roku, doskonale wiedzą, że jeśli chodzi o dźwięk, to w tym roku scena to bzyk komara w porównaniu z rokiem 2007, gdzie przebywanie na tej scenie dłużej niż pół godziny groziło epilepsją i utratą słuchu. Stojąc nawet na końcu parkietu potężne basy przeszywały na wylot, ciało drgało a obraz rozmazywał się, jak po kilku mocnych drinkach...



Koniec imprezy to już czysta energia na każdej ze scen, również na Clubstage, gdzie swojego seta od 6.00 rozpoczynał Mike S. Zebrał bardzo dobre opinie za sprawą nie dających ustać First State - Falling lub "New Life" Johna Marksa w remisie Dave Schiemann'a. Podwieszone do sufitu kryształowe kule dawały tej scenie charakterystyczny klimat - cieszyła się również sporym powodzeniem. Trzeba dodać, ze można było usłyszeć tam nie tylko trance, ale również house i elektro w klimatach Fedde le Granda czy Tocadisco, a to wszystko za sprawą grających tam m.in. Funkerman'a i Tony'ego Cha Cha.



"No stimulants needed whatsoever, you're watching pure passion at work..." - oto jeden z komentarzy opisujący zachowanie momentami wręcz szokujące ostatniego dja grającego na Futurestage, która (podobnie jak w zeszłym roku) bardziej przypominała amatorski wystrój imprezy rodem z festynu podmiejskiej wsi, niż największą imprezę trance na świecie, promującą młodych artystów, nadzieje i przyszłość trance'u. Ultraform - bo o nim mowa, to chyba najoryginalniejszy dj na Trance Enenrgy 2008 lub przynajmniej na tej scenie . Młody i utalentowany dj ze Szwecji, mimo swego wieku (18 lat) "wymiata jak mało kto". Gra hard/acid/psychedelic trance, najczęściej w mrocznym wydaniu, co również zaprezentował nam na koniec imprezy, bo dopiero o 6.00. Dj z szablą za konsoletą, skaczący wyżej niż wszyscy razem wzięci widzowie, momentami wręcz nienaturalne gesty i zabawy z szablą w połączeniu z mrocznymi, momentami podchodzącymi pod hardstyle utworami, powodowały naprawdę spore zmieszanie wśród publiki i różnorodne komentarze na temat środków z jakimi mógł przesadzić grający Ultraform. Tak czy inaczej - wywołał nie lada sensację. Jeżeli twierdzenie ze skandal jest najlepszym sposobem na zrobienie kariery, to ten nastolatek zrobił to wręcz idealnie zwracając uwagę przechodniów choć na kilka chwil zatrzymujących się obok Future Stage i patrzących z niedowierzaniem, co wyczynia za konsoleta. A potraktował publikę miedzy innymi swoim What I Saw. Po prostu wyrwał mnie z butów - gorąco polecam, jak również "Chase Me", który także pojawił się w czasie jego występu. Z pewnością ten dj przekonał mnie do zainteresowania się bardziej klimatami hard, zwłaszcza jego produkcji.



Jednocześnie z Ultraform, na głównej scenie swego seta rozpoczynał Mark Sherry. Oto jeden z komentarzy: "Moim zdaniem znokautował wszystkich innych dj's, no nie miał sobie równych tej nocy. Miałem świadomość, że jest wielki, ale że tak kolosalny nie sądziłem. W jego secie było wszystko, dosłownie wszystko co piękne w trance, co sprawia, że wielu tak kocha trance. Były cudowne melodie, piękne wstawki i breakdowny, które wprowadzały w totalną hipnozę jak być powinno."Trance" - to słowo nabierało znaczenia, ale to nie wszystko - istotne jest jeszcze to, że następowały wtedy kiedy musiały, wręcz nie mogły w innym momencie - geniusz. Wokalnie momentami byłem wśród stanu ekstazy, pośpiewać jeszcze można było ech... Prócz tego co piękne, było i to co miecie i gniecie, było to co nokautuje i wbija w parkiet, a ty ciśniesz do końca nawet jak ciało odmawia, to jest dopiero kunszt, te basy, cała linia basowa, do tego progresywne i charczące diabelsko, zabójcze wręcz i momentami toksyczność, aż się wylewała ...człowiek nie widział gdzie jest i czego słucha BOSKIE ten set miał dosłownie wszystko"



I na koniec: "Moja podróż na drugą stronę lustra dobiegła końca... mam totalny bajzel w głowie po tym, co zobaczyłem, co słyszałem i co przeżyłem podczas tej wycieczki..." Te komentarze to chyba najlepsze podsumowanie tego, co działo się 23 lutego w Utrechcie. Wrażenia pozostające w głowie do końca życia - między innymi dlatego choć raz w życiu należy odwiedzić Trance Energy.

relacja: WASILTHCPLAYER2
poprawki: MGr
zdjęcia: Tralien, WASILTHCPLAYER2

 

 

    96 k | 192 k 96 k | 192 k 96 k | 192 k

MDT Agency
MSM Events
High Contrast Recordings
Promaidmusic Agency
Ekwador
DJ Pro ClubLife Limmil
Fotoplay

Kontakt z serwisem Copyright © 2008 - 2011 WeLoveTrance  
statystyka